sobota, 28 lipca 2007

Zakaz pracy a prawa obywtelskie

Zaiste wielkość wszechświata jest niczym jeśli ją przyrównać do głupoty ludzkiej.

Charakter totalnej głupoty ma przegłosowany w Sejmie zakaz pracy w handlu w święta, reklamowany przez pożytecznych idiotów jako „wolność od pracy w handlu”.

Przez litość pominę logikę takiego sposobu myślenia, bo traktowanie pracy czyli dobrowolnego stosunku prawnego jako synonimu niewolnictwa uwłacza ludzkiej inteligencji.

Wskażę jedynie na aspekty obywatelskie. Świąt, w których obowiązywać ma zakaz jest 12 w roku, czyli średnio 1 dzień w miesiącu, czyli upraszczając obywatele raz na miesiąc nie będą mogli kupić nawet wody czy bułki z serem, a ci, którzy mogli by wtedy zarabiać będą sztucznie przez państwo pozbawieni swoich dochodów. Oczywiście nie ma mowy o tym, aby twórcy tego „prawa” jakoś zrekompensowali by im tę stratę.

Tak więc etatystyczne państwo arbitralnie pozbawia swoich mieszkańców praw i wolności obywatelskich: prawa do pracy i praw konsumenckich – możliwości zaspokojenia nawet najbardziej podstawowych potrzeb, np. jedzenia i picia.

Jak w tym kontekście moralne i uczciwe jest liberalna zasada: żyj i daj żyć innym. Jak widać jest to zupełnie obce etatystom i ich poplecznikom, którzy wyznają zasadę odwrotną: „Masz żyć tak jak my tobie nakażemy”, tyle że to jest zasada pasująca do obozu reedukacji, kompletnie obca społeczeństwu obywatelskiemu, którym podobno chcą być obywatele państw europejskich.

J.Kaczyński z tow. Kiszczakiem

Poniższy anonimowy tekst otrzymałem z netu. Takie czasy nastały, że ludzie boją się mściwości Braci.



Albo stan naszego premiera się pogorszył, albo zbliżają się wybory i trzeba walczyć również o elektorat lewicowy, żeby wpaść na pomysł pokazania takiej pogardy i lekceważenia prawa jak zrobił to 26 lipca 2007. r. Jarosław Kaczyński.

Właściciele nieruchomości, o które się toczą spory np. na Warmii i Mazurach to nikt inny jak ofiary prześladowań komunistycznych (bądź ich spadkobiercy). Osoby, które nadal mają polskie obywatelstwo i wyjechały z Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej w latach 1956–1989 w ramach tak zwanej akcji łączenia rodzin do Niemiec Zachodnich. Najwięcej takich wyjazdów było w okresie rządów Edwarda Gierka. Po latach widać jakich problemów przysporzyły nam lata „socjalistycznego rozwoju.”

Pamiętam te wyjazdy z Warmii i Mazur. Po latach prześladowań, poniżania, traktowania jak obywateli drugiej kategorii ludzie z rodzin z czysto polskimi nazwiskami, które przed wojną były prześladowane jako Polacy i m.in. zmuszane do nadawania dzieciom niemieckich imion, pragnąc przerwać tę udrękę, zgłaszali chęć wyjazdu do Niemiec. Nazywanie ich Niemcami ma taki mniej więcej sens jak Kaczyńskich Kaszubami ( bo mieszkali w Sopocie). Zgody nie otrzymywali tak łatwo, co nie przeszkadzało komunistycznej propagandzie rozpowszechniać plotki o rzekomym wywożeniu przez nich złota. Zgoda przychodziła nagle i czas na wyjazd był krótki. Tak, aby nie było czasu i możliwości nie tylko sprzedaży, ale nawet przepisania nieruchomości należącej do rodziny z dziada pradziada. W ten prosty sposób powstawało „mienie porzucone”, które przejmowały władze komunistyczne i przydzielały. Komu? Wiadomo - zasłużonym dla socjalistycznej ojczyzny. Na Mazurach bardzo wiele nieruchomości przejęli przedstawiciele nomenklatury i resortów spraw wewnętrznych oraz obrony, jako dacze. Wśród nich np. tow. Kiszczak. Ziemia przeszła „na własność” bardzo tu rozpowszechnionych PGRów, a lasy przejęły Lasy Państwowe. Władze komunistyczne w swej pogardzie dla prawa własności w olbrzymiej części przypadków zaniechały odnotowania tego faktu w księgach wieczystych, co spowodowało, że Mazurzy i Warmiacy mieszkający obecnie w Niemczech formalnie nadal pozostają właścicielami „porzuconego mienia”.

Należy zadać pytania: Dlaczego J.Kaczyński wspiera komunistyczną grabież i nawołuje do łamania prawa w interesie „utrwalaczy władzy ludowej”? Dlaczego stanął teraz tam „gdzie kiedyś stało ZOMO”? Czy J. Kaczyński uważa, za słusznie np. rekwirowanie własności wszystkich w tym działaczy „Solidarności” którzy w latach PRL-u opuścili Kraj? W jakim celu podważa zaufanie do niedoinwestowanej, biednej Rzeczpospolitej Polskiej, dając ewentualnym inwestorom sygnał jak może być traktowana ich własność w Polsce? Dlaczego zamiast dawać przykład respektowania podstawowych zasad moralnych i poszanowania prawa własności J. Kaczyński staje w obronie komunistycznego bezprawia? Kiedy kłamie, gdy stosuje antykomunistyczną retorykę, czy gdy wspiera komunistyczną nomenklaturę? Czy polityczna gra jest ponad wszystkie wartości?